Książki o gołębiach pocztowych Piotra Patasa

Piotr Patas

Dlaczego dobrze jest zakwaszać wodę?

Woda – eliksir życia...
W wywiadach mistrzowie często donoszą o tym, iż bezpośrednio po locie podają gołębiom wodę sło­dzoną glukozą lub miodem pszczelim. Ma to służyć szybkiemu uzupełnieniu nadwątlonej energii w czasie lotu. Rzadko jednak słyszy się o zakwaszaniu wody. Jaki to ma cel? Czemu ma to służyć? Pisze o tym w Siegfried Grund w artykule pt: „Tränkwasser-Hygiene – Bekämpfungsmöglichkeiten der Trichomonaden”, opublikowa­nym w jednym ze starszych numerów tygodnika „Die Brieftaube”.

Dlaczego woda jest tak ważna?

Woda jest eliksirem życia. Ma ona dla większości żyjących stworzeń większe znaczenie niż stały pokarm; dla gołębi jest ważniejsza niż ziarno. To z wody w przeważającej części zbudowane jest każde ciało. Niewielu zapewne wie o tym, że gołębie pisklę aż w 95% składa się z wody. Gołąb dorosły w mniejszym procencie, ale też w znacznym, bo 50% jego masy tez stanowi woda. Ważne jest więc, by żywe organizmy, w tym także nasze gołębie piły ją w stanie czy­stym, wolnym od wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, bakterii, wirusów, pasożytów, pierwotnia­ków i innych szko­dliwych mikroorganizmów. Woda warunkuje wszystkie procesy fizykoche­miczne zachodzące w organi­zmie gołębia. Wiąże się m.in. z oddychaniem, zachowaniem ciepłoty ciała i prze­mianą materii. Tlen z powie­trza, tak potrzebny m.in. do oddychania, przemiany materii i napełniania worków po­wietrz­nych, może być wy­korzystany przez organizm gołębia jedynie w środowisku wilgotnych błon ślu­zowych prze­łyku i płuc. W wy­sokich temperaturach podczas upałów jest to utrudnione. Woda jest wtedy gołębiowi szczególnie potrzebna. Powietrze staje się rzadsze, w tej samej objętości jest więc mniej tlenu. Go­łąb zwiększa częstotliwość oddechu i dyszy. Szybki od­dech pozwala wprawdzie wychłodzić nieco ciało, wysusza jed­nak drogi oddechowe, co z kolei utrudnia absorpcję tlenu. Ptak szybciej się męczy. W trakcie lotu gołąb traci na wadze; zwykle około 50 g, w trud­nym locie nieco więcej. W większości jest to utrata wody. W stosunku do wydatku energii jest to i tak sto­sunkowo niewiele, ponie­waż gospodarka wodna w organizmie gołębia jest bardzo racjo­nalna. Gołąb nie poci się i nie wy­dziela moczu, a w nerkach i w jelicie grubym woda po części ulega wstecznej resorpcji. Wydaliny zdrowego ptaka też nie są zbyt mokre. Są zwykle o konsystencji gęstoplastycznej z charakterystycz­nym biała­wym nalotem. Mimo iż ubytki wody są stosunkowo niewielkie, trzeba je jednak uzupeł­niać, dlatego tak ważne jest pojenie gołębi w trakcie transportu i przed startem. Zapotrzebowanie dobowe na wodę dorosłego gołębia waha się od 30 do 60 ml na dobę w zależ­ności od jego kondycji, wysiłku, rodzaju lotu, pozycji gniazdowej i pory roku. Sto gołębi zużywa więc od 3 do 6 litrów na dobę. Brak wody nie tylko osłabia gołębia i zmniejsza jego wydolność lotową, ale również upośledza jego zmysł orientacji i nawigacji przestrzennej, a przede wszystkim zmusza go do przerwania lotu w celu zaspokojenia pragnienia. Ponieważ na trasie nie ma on zwykle wyboru, częstokroć gasi pragnienie byle jakim płynem. W najlepszym przypadku jest to woda ze stawu lub z jeziora, czasem woda deszczowa z kałuży. Gorzej, gdy jest to gnojowica, a jeszcze go­rzej, gdy jest to ciecz zabrudzona smarami, olejem, czy etyliną. Poza tym – o czym wie­dzą do­świadczeni hodowcy – spragniony go­łąb pije znacznie więcej niż potrzebuje, jakby na zapas. Po ugaszeniu pragnienia staje się więc ociężały i trudno mu wznowić lot pełną prędkością. Czasem na­wet trochę posiedzi. Traci więc cenny czas. Gdyby przed startem napił się w kabinie, nie miałby tej potrzeby.

Jaka woda jest najlepsza?

Zdaniem wielu, najlepsza jest woda ze zdrowej studni głębinowej. Jest ona stosunkowo chłodna i ma zni­komą ilość bakterii. Na ogół zawiera bogaty zestaw korzystnych dla zdrowia mikroelemen­tów; związków że­laza, manganu, wapnia … Po­jąc nią gołę­bie nie trzeba podawać im elek­trolitów. Niestety w dzisiejszych cza­sach jest ona rzadkością, niewielu ma do niej dostęp. W większości poimy więc gołębie tzw. wodą zdatną do picia z ujęć przemysłowych. Ma ona wprawdzie odpowiadać stosownym normom; ma być wolna od obcych zapachów, zabarwień i smaków, ale ze względów praktycznych, m. in. wskutek napo­wietrzania, chlorowania, jest ona pozbawiona „życia”; a więc wszelkich korzystnych dla zdrowia pierwiastków śladowych m.in. po to, by nie zanieczyszczać rurociągów, armatury sanitarnej, pod­grzewaczy czy pralek.

Jak poprawić jakość wody?

Jak uczynić ją lepszą, zdrowszą i bardziej sterylną. Autor skupia się zwłaszcza na walce z rzę­sistkowicą, z pierwotniakiem wywołującym tzw. żółty guzek, który mnoży się masowo w środo­wisku wilgotnym, zwłaszcza w temperaturze powyżej 20 stopni Celsjusza. Jego wieloletnie do­świadczania wskazują, iż jednym z najprost­szych sposobów zapobieganiu inwazji rzęsistka jest zakwaszanie wody. Można to tego celu stosować różne środki. Najbardziej poleca stosowanie kwasu cytryno­wego lub askorbinowego (zawiera go popularna u nas witamina C). Swoim gołębiom podaje go w wodzie do picia, co­dziennie przez lata i w ogóle nie ma problemów z rzęsistkiem. Kwas cytrynowy ma ponadto działanie antyutle­niające i prze­ciwdziała zatłuszczaniu się gołębi. O jego dobro­czynnym działaniu pisało wielu ludzi nauki; między innymi laureat nagrody Nobla Linus Pauling. Zwrócił on uwagę na fakt, iż kwas cytrynowy neu­tralizuje tzw. wolne rodniki, które są ubocznym skutkiem przemiany materii. To one, uszka­dzając komórki stają się przyczyną przedwcze­snego sta­rzenia się organizmów żywych. Dlatego kwasu cytry­nowego używa się m.in. do konserwacji artykułów spożywczych.
Dla uzyskania wody o zalecanej kwasowości na poziomie pH = 4,5 do 5,0 – do 5 l wody trzeba dodać 1 płaską ły­żeczkę od herbaty kwasu askorbino­wego (cytrynowego).
Podobny efekt można uzyskać za­kwaszając wodę sokiem z cytryny lub octem winnym, najlepiej jabłkowym. Korzystne działanie lecznicze i odkażające soku cytrynowego znają nasze babcie, które zalecają swoim wnu­kom picie herbaty z cytryną lub przepłukiwanie wodą z cytryną zain­fekowanych krtani, gardeł lub nosów. Niestety nabycie czystego, krystalicznego kwasu cytrynowego nie jest łatwe. W aptekach sprzedaje się wprawdzie bez re­cepty różnego rodzaju pastylki witaminy C, ale zawierają różne ilo­ści kwasu askorbinowego. Poza tym pa­stylki witaminy C mają złożony skład, zawierają szereg różnego rodzaju dodatków, często nawet sacha­rozy (w zewnętrznych powłoczkach), co dla naszych celów byłoby niekorzystne. Trudno by­łoby w warunkach domowych ustalić dozowanie takiego specyfiku, by uzyskać właściwą kwaśność wody bez spraw­dzenia jej papierkiem indykacyjnym. Znacznie bardziej godne pole­cenia są dwa pozostałe środki: ocet jabłkowy i sok z cytryny. Są bowiem natu­ralne, a przy tym po­wszechnie dostępne. Cytrynę można dziś nabyć o każdej porze roku, a kwas jabłkowy w supermarketach lub w sklepach warzywnych. Do zakwaszania wody nie zaleca się jednak stosować octu spiry­tusowego, ponieważ jest on wytwarzany przemysłowo i może zawierać pewne ilości aldehydu etylowego, który jest substancją bardzo szkodliwą. Podobno właśnie ta substancja wywołuje tzw. kaca.Z doświadczeń Siegfrieda Grunda wynika, iż tego rodzaju profilaktyka polegająca na podawaniu gołębiom do picia za­kwaszonej wody, pozwala zrezygnować całkowicie z przeprowadzania zalecanych przez lekarzy weterynarii okresowych kuracji prze­ciwko rzęsistkowi przy użyciu środków farmakologicznych, jak np. Avi­metronid, Ri­dzol, Ronidazol.

Jaka jest optymalna kwasowość wody?

Jakie ilości kwasu cytrynowego stosować? Autor twierdzi, iż rzęsistek ginie w wodzie o kwaśności na po­ziomie pH od 5,0 do 4,5. Jego zdaniem kwasowość na tym poziomie można uzyskać dodając na litr wody od 1 do 1,5 g kwasu cytrynowego. Tak zakwaszona woda – zdaniem autora – nie może zaszkodzić gołębiom, wręcz przeciwnie – służy im. Jest zdrowsza, oddziałuje jako antyutleniacz, udaremnia osadzanie się śluzowatego na­lotu i hamuje rozwój mikroorganizmów, a przede wszystkim zapobiega rozwojowi rzęsistka. Siegfried Grunt stawia interesująca tezę twierdząc, iż kwaśność jest źródłem radości. Pisze wprost – „sauer macht lustig!”, za­chęcając hodowców, by przez zakwaszanie wody „sprezentować” ją własnym gołębiom.
Dla uzyskania wody o zalecanej kwasowości na poziomie pH rzędu 4,5 do 5,0 – do 5 l wody trzeba dodać sok z po­łówki so­czystej cytryny średniej wielkości.

Ocet jabłkowy

Właściwości lecznicze octu owocowego znane są od wieków. Legioniści rzymscy w czasie wypraw wojen­nych pili wodę z octem. Napój ten doskonale gasił pragnienie, a jednocześnie był środkiem profilaktycznym przed chorobami zakaźnymi. Ocet znany był też w starożytnym Egipcie, gdzie miał stałe miejsce w apteczce każdego lekarza. Egipcjanie stosowali go w kuchni, przemywali nim rany, podawali do picia zakaźnie chorym. Kleopatra uży­wała octu jabłkowego dla zachowania zdrowia i pielęgnacji urody. Podczas obfitych uczt niczego sobie nie odmawiając, próbowała każdego dania, wszystkich smakołyków. Na koniec uczty służące przynosiły jej jednak kryształowy puchar z octem jabłkowym rozcieńczonym wodą. Tym płynem wspomagała trawienie. Zbawienne działanie octu jabłkowego docenił również geniusz poezji angielskiej George Byron żyjący na przełomie 18 i 19 wieku. Zgorzkniały i chory stałym ucztowaniem i objadaniem się, przeszedł na wiejską dietę; jadł suchary z ciemnego chleba i popijał je rozcieńczonym octem jabłkowym. Posłużyło mu to, w efekcie czego schudł znacznie, doszedł do właściwej wagi, poczym napisał wspaniałe dzieło, w którym wygłosił apoteozę postu, twierdząc, iż „prawdziwy talent” powinien głodować.

Cóż takiego zawiera ocet jabłkowy, co zyskało mu takie uznanie i popularność w wielu kulturach w różnych epokach? Można powiedzieć krótko: przebogaty, zadziwiający skład i unikalne właściwości lecznicze owocu jabłoni. Wszystkie poży­teczne substancje zawarte w jabłkach w pełni przechodzą w ocet jabłkowy. A o warto­ści jabłek nie trzeba sze­roko mówić, wszyscy ją znają. Angielskie przysłowie mówi: „Jeśli zjesz choć jedno jabłko dziennie, zapomnisz drogę do lekarza.” W occie jabłko­wym jest kilkadziesiąt najważniej­szych dla zdrowia substancji mineralnych i mikroelemen­tów, w tym mię­dzy in­nymi: kwasy octowy, mle­kowy i cytrynowy, cenne sub­stancje balastowe, cały szereg fer­mentów i aminokwa­sów. Ważną rolę dla zdrowia ży­wych organi­zmów odgrywa pektyna – jeden ze skład­ników octu jabłkowego. Jest to substancja spełnia­jąca szereg poży­tecznych funkcji w orga­nizmie; obniża poziom chole­sterolu we krwi, poprawia stan naczyń krwiono­śnych, za­pobiega miażdżycy, nadciśnieniu itp. Podobnie jak sok z cytryny, ocet jabłkowy zawiera także wita­minę E (to­koferol), uwa­żaną za jeden z naj­skutecz­niejszych przeciwutleniaczy, neu­tralizujących szko­dliwe działania wol­nych rodników. Wiemy już skądinąd, że mogą one być przy­czyną przed­wcze­snego starzenia się, zaburzeń sys­temu im­muno­logicz­nego, chorób sercowo-naczy­nio­wych, zaćmy i chorób onkolo­gicz­nych. Ocet jabłkowy jest uży­wany jako dodatek do sałatek i dań mię­snych w wielu potra­wach kuchni w różnych kra­jach. Wspo­maga on trawienie, pobu­dza wy­dzielanie soków żołądkowych, sprzyja syntezie enzymów tra­wiennych, pomaga rozkładać tłusz­cze, oczyszcza organizm i usuwa złogi. W rezultacie także jest środ­kiem przeciw otyłości. Warto go więc nie tylko poda­wać gołę­biom, lecz stoso­wać w swojej diecie. Można go nabyć w super­marketach w bogatym asortymen­cie. Spotkałem się z opinią, iż „le­piej jed­nak zrobić go samodzielnie, bo w dobie ulepszaczy, przyspieszaczy, che­micz­nych aktywatorów, Bóg je­den raczy wiedzieć, czego w nim jesz­cze nie ma.” Niestety nie mamy zaufa­nia do produktów wy­twarza­nych przemysłowo, a zwłaszcza do pro­duktów, które mają słu­żyć naszemu zdrowiu.

Dla uzyskania wody o zalecanej kwasowości na poziomie pH rzędu 4,5 do 5,0 – do 5 l wody trzeba dodać 4 łyżki stołowe 5 % octu jabłkowego.
A oto jeden z przepisów na domowy ocet jabłkowy. Kilogram umytych jabłek przetrzeć na tarce. Miazgę zalać litrem ciepłej, przegotowanej wody w naczyniu ze szkła lub kamionki. Dodać 100 g miodu pszczelego lub cukru, a w celu przyspieszenia fermentacji octowej 10g drożdży piekarniczych i 20g suchego chleba razo­wego. Naczynie przykryć, ale nie zamykać szczelnie i odstawić w ciemne miejsce o stałej temperaturze w gra­nicach 20-30 stopni Celsjusza (to bardzo ważne!). Zawartość często przemieszać, najlepiej czystą drewnianą łyżką. Po około 10 dniach zawartość przecedzić dwukrotnie przez drobne sitko wyściełane gazą i zlać do tego samego naczynia. Do otrzymanego w ten sposób płynu dodać raz jeszcze od 50 do 100g cukru lub miodu pszczelego, pozwalając na dalszą fermentację. Ocet jest gotowy do użycia, gdy płyn sklaruje się; mniej więcej po 6 tygo­dniach. Potem należy go przelać do ciemnych butelek i przechowywać w chłodnym miejscu.

Moje doświadczenia

Chcąc udzielić hodowcom w tym zakresie praktycznych rad, postanowiłem przeprowadzić własne doświadczenia. Do zakwaszenia wody użyłem:

* kwasu askorbinowego (cytrynowego) o stężeniu M = 176, 13 g/mol; produk­cji Polskich Odczynników Chemicznych S.A., 44-101 Gli­wice ul. So­wiń­skiego 11; nabyłem go w sklepie „Odczynniki chemiczne” w Krakowie,

* octu jabłkowego (5-procentowego) produkcji węgierskiej; nabyłem go w jednym z krakowskich supermar­ke­tów,

* naturalnego soku z cytryny.

Kwaśność mierzyłem przy użyciu papierka indykacyj­nego firmy „Duotest” produkcji niemiec­kiej. Na opakowaniu znaj­duje się barw­ny wzor­nik w skali od 3,5 do 6,8 stopnia pH. Przypo­mnieć warto, że im niższa war­tość pH, tym wyższa kwaso­wość.

Kwaśność mierzyłem przy użyciu papierka indykacyjnego firmy „Duotest” produkcji niemieckiej z barw­nym wzornikiem w skali od 3,5 do 6,8 stopnia pH. W wyniku prób stwierdziłem, że dla uzyskania wody o zale­canej kwasowości na poziomie pH rzędu 4,5 do 5,0 – do 5 l wody trzeba dodać:

* 1 płaską łyżeczkę od herbaty kwasu askorbinowego (cytryno­wego), lub

* 4 łyżki stołowe 5 % octu jabłkowego, lub

* sok z połówki soczystej cytryny średniej wielkości.

Tak zakwaszona woda nie może zaszkodzić gołę­biom, jest wręcz zdrow­sza, zapobiega rozwojowi glonów, uda­remnia osa­dza­nie się śluzu i przeciwdziała rozwojowi niektórych szkodli­wych mikro­organizmów, a przede wszystkim zapobiega rozwo­jowi rzęsistka.

Ile to kosztuje?

Kwas askorbinowy jest wprawdzie dość drogi, bo za 100g zapła­ciłem ponad 30 złotych, ale ta ilość wystar­cza do zakwa­sze­nia 100 litrów wody. Zakwaszenie 1 litra wody kosztuje więc nieco ponad 30 groszy. Za pół litra octu jabłkowego zapłaci­łem 4,5 zł. Ta ilość zawiera około 40 łyżek stołowych. Można nimi zakwasić 10 litrów wody; czyli zakwaszenie 1 litra wody kosz­tuje 45 gro­szy. Na kilogram średniej wielkości cytryn wcho­dzi ich około 8 sztuk; kosztują one około 4 złotych. Można z nich zakwa­sić około 80 litrów wody. Zakwaszenie 1 litra kosztuje więc około 5 groszy. Z tego porównania wynika, że najdroższe jest zakwasza­nie wody octem jabłkowym, a najtańsze – cytryną.

Pojniki

Ale ważna jest nie tylko woda, lecz również naczynia, z któ­rych gołębie ją piją. U nas w często dawniej używało się pojni­ków z blachy ocynkowanej. Nie były one zdrowe. Siegfried Grund twierdzi, że w Niem­czech już przed laty pojniki wytwarzano ze szkła lub z miedzi. Były one znacznie lepsze. Szkło ma bowiem po­wierzchnię twardą i gładką, i nie reaguje z wodą, a miedź wręcz ko­rzystnie ją jonizuje, nie sprzyja­jąc rozwo­jowi mikroor­gani­zmów chorobo­twór­czych.
Na twardych i gładkich powierzchniach pojników szkla­nych i ceramicznych nie ma sprzyjają­cych wa­run­ków dla byto­wa­nia i rozwoju chorobotwórczych mikroorgani­zmów. Cera­miczne pojniki są nie­przezroczyste, a szklane po­winny być wy­kony­wane ze szkła przyciemnianego. Niestety są one stosunkowo ciężkie, a przede wszyst­kim kruche i tłukliwe.
Dziś bardzo popu­larne są pojniki wy­kony­wane z tworzyw sztucznych. Są wprawdzie sto­sunkowo tanie, lek­kie, nietłukące się i łatwe w my­ciu, ale wzglę­dów zdro­wotnych nie są najlepsze. Często myte wnętrza pojników stają się po czasie szorstkie, a na ich prawie przezroczystych ściankach szybko pojawia się śluz i glony. Poza tym nie­które komponenty che­miczne ścian poj­nika mogą reagować z wodą, tworząc wraz ze śluzem śro­dowi­sko sprzyjające rozwojowi zarodków choro­bo­twórczych, zwłaszcza przy wyż­szych temperatu­rach otoczenia. Aby temu zapo­biec dobrze jest używać pojników o małej pojem­ności lub często wymie­niać w nich wodę. Nie­którzy przezorni hodowcy po­siadają w zapasie drugi komplet pojni­ków. Gdy jeden jest w uży­ciu, drugi, wy­myty, suszy się i dezynfekuje w słońcu.Siegfried Grund zaproponował używanie pojnika drewnia­nego z naczyniem ceramicznym wewnątrz. Jest ono szkliwione za­równo od ze­wnątrz, jak i od we­wnątrz i dlatego łatwe do do­kład­nego wymy­cia. Pijąc z ta­kich pojników ze szczeblinkami, gołębie przyuczają się do pobierania wody w kabinie transpor­towej, w których kon­strukcja poidełek jest podobna. Nie­stety tego rodzaju wkłady ce­ramiczne nie łatwo u nas na­być, ale można by je zastąpić naczy­niami szkla­nymi klejonymi z grub­szych szyb na wzór mi­niaturo­wych akwa­riów.
Pojnik drewniany z rynienką ceramiczną, szkliwioną zarówno od zewnątrz, jak i od we­wnątrz, łatwą do dokład­nego wy­mycia. Pijąc z takich pojników ze szczeblinkami gołębie przy­uczają się do pobierania wody w kabinie transpor­towej, w któ­rych kon­strukcja poidełek jest po­dobna. Nie­stety tego rodzaju wkłady ceramiczne nie łatwo u nas na­być. Można je jednak za­stąpić na­czy­niami szkla­nymi klejonymi z grub­szych szyb, na wzór miniaturowych akwariów*.

Dlaczego gołębie lubią pić wodę deszczową?

Dlaczego gołębie mimo to lubią pić wodę deszczową? Obserwując zachowanie swoich gołębi trzy­manych w wolierze, Siegfried Grund zadaje przewrotne pytanie. Dlaczego wobec tego gołębie wolą spijać krople wody desz­czowej z siatek lub wylotów wolier, zamiast pić tą czystą, lekko zakwaszoną, której mają pod do­statkiem w pojnikach? Niestety nie odpowiada na nie. Z moich obserwacji wynika, iż gołębie lubią uroz­maicone menu. W gołębniku mogą mieć wszystko; kilka rodzajów gritu, mie­szanki mineralne, sko­rupki, muszelki, żwirki, tłuczone tynki wapienne, glinki i zielonki, i czystą wodę, ale gdy wylecą w pole, to i tak zawsze jeszcze czegoś szukają i …  znajdują. Są to albo na­sionka chwa­stów, albo śli­maczki, czy zbutwiale listki lub grudki czarnej ziemi. I wcale też nie gar­dzą wodą deszczową z ka­łuż. Poza tym zauważyłem, że to samo znacznie bardziej im smakuje na zewnątrz gołębnika. Karmnikiem z gritem w gołębniku mało się interesują, a postawiony na ze­wnątrz szybko zostaje opróżniony.

Inna szkoła

Zamieszczone tu porady służące po­prawie jakości wody po­dawa­nej gołębiom wydają się być ze wszech miar racjo­nalne i słuszne. Jednak wśród hodowców – zwłaszcza starszej generacji – jest wielu wyznawców od­miennych przeko­nań. Uwa­żają oni, że przesadna dbałość o czy­stość w gołębniku, w tym także o czystość wody, a także jej zakwa­szanie jest zby­teczne, a może i wręcz szkodliwe, bo tylko niepotrzebnie rozdelikaca gołębie. W efek­cie stają się one nie­odporne i wraż­liwe na wszel­kie nieko­rzystne wpływy; w tym przede wszystkim na kontakty w kabi­nach z in­nymi gołębiami, często zain­fekowa­nymi, na nie­zbyt czystą karmę, czę­sto zanieczyszczoną wy­dalinami, na za­brudzoną wodę, którą zmuszone są pić, czy to w zanieczyszczo­nych ry­nienkach w kabinach, czy to z kałuż, czy to z przypad­kowych stawów, czy jezior. Kto ma rację? Trudno roz­strzy­gnąć.
* Do zdjęć posłużyły eksponaty ze sklepu „Wszystko dla gołębi” Jana Kurzaka z Bierunia Starego koło Tychów
Piotr Patas
Przewijanie do góry