Jak rodziła się sława gołębi Karela Meulemansa?
Można przyjąć, że wszystko zaczęło się w roku 1968, kiedy to Karel Meulemans i Adrian Wouters postanowili założyć tandem hodowlano-lotowy. Karel miał zająć się hodowlą, a Adrian lotami. Na mocy tego porozumienia z gołębnika Adriana do gołębnika Karela przeniesiono sporo gołębi, między innymi niebieską samiczkę „Blauwe Janssen”, która pochodziła z hodowli Braci Janssen i miała obrączkę rodową o numerze rodowym Belg-66-6122023. Już w roku 1969 połączono ją z ciemno-nakrapianym pstrym samczykiem „Oude van den Bosch” z hodowli Van den Boscha o numerze rodowym Belg-67-6729926. Jak się później okazało było to jedno z najbardziej udanych połączeń w historii gołębiarstwa pocztowego. Już w roku urodzenia młódki z tej pary u Adriana Woutersa zdobywały pierwsze konkursy. Potem, na przestrzeni kolejnych 10 lat ta „szczęśliwa para” wydawała prawie same asy. Ponad 90% wszystkich synów i córek było wybitnymi gołębiami, zarówno w lotach, jak i w rozpłodzie. Odchowani w latach 1969-1980 synowie i córki tej nadzwyczajnej pary dały początek bezprzykładnej serii sukcesów w gołębnikach na wszystkich kontynentach świata. Co więcej – zdaniem Gerharda Schlepphorsta* – „siła dziedziczenia” i wierność przekazywania nadzwyczajnych cech utrzymywała się również w dalszych generacjach potomstwa. Twierdzi on, iż jest to para gołębi, która na przestrzeni tamtych 25 lat wzbudziła na świecie największe zainteresowanie. Światowe sukcesy gołębi tego tandemu sprawiły, iż gołębnik hodowlany Karela Meulemansa przez wielu hodowców uważany był za najlepszy na świecie w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia. Gerhard Schlepphorst doskonale pamięta lata i okoliczności rodzenia się sławy tandemu Meulemans-Wouters. Śledził on powstawanie i rozwój tej linii hodowlanej. Fotografował te gołębie już wtedy, gdy nikt jeszcze nie znał nazwiska Meulemans, a w Belgii mówiono tylko o gołębiach Woutersa jako o „Wouters-Duiven”. Schlepphorst podjął próbę odtworzenia rodowodu tej pary. Ustalił prawdopodobnych przodków samczyka „Oude van den Bosch” (przynajmniej po jednym z każdej pary) aż do 12-13 pokolenia wstecz.
Rok | Partnerzy | |||
1907 | „Wittekop” | x | Matka nieznana | |
1915 | Ojciec nieznany | x | „Donkere Kweekduivin” | |
1919 | „Jonge Witkop” | x | Matka nieznana | |
1923 | Ojciec nieznany | x | „Donkere van 23” | |
1931 | „Zoon Donkere” | x | Matka nieznana | |
1937 | „Zoon Koekoek” | x | „Lichte Duivin van 37” | |
1945 | Ojciec nieznany | x | „Razende Duivin” | |
1950 | „Wittekop van 50” | x | Matka nieznana | |
1953 | „Schone Donkere van 53” | x | Matka nieznana | |
1958 | „Vurige van 58” | x | Matka nieznana | |
1961 | „Lichte van 61” – Belg 61 6155179 | x | Belg 61 6155176 | |
1965 | „Donkere Witpen” | x | „Zus Prinseske”* | |
1967 | „Oude van den Bosch” | x | „Blauwe Janssen”** | |
Drzewo genealogiczne samczyka „Oude van den Bosch”, który wraz z samiczką „Blauwe Janssen” stanowiły najlepszą parę rozpłodową Karela Meulemansa.
W latach 1969-1980 rodziły się córki i synowie tej nadzwyczajnej pary. Dały one początek bezprzykładnej serii sukcesów w wielu gołębnikach na wszystkich kontynentach świata. Zdaniem Gerharda Schlepphorsta, w tej tablicy tkwi tajemnica „siły dziedziczenia” tej rodziny. 13 kolejnych pokoleń wybitnych gołębi na przestrzeni bez mała 90 lat dowodzi, że „siła dziedziczenia” jest w tej linii mocna, stała, dobrze ugruntowana i niezależna od różnorakich obcych krzyżówek; najprawdopodobniej też będzie nadal przekazywana na kolejne pokolenia. Gerhard Schlepphorst twierdzi, iż obaj partnerzy tej szczęśliwej pary wywodzą się z połączeń krzyżówkowych. Co więcej, najsławniejsi jej potomkowie to również efekty połączeń krzyżówkowych. A oto oni:
– „Merckx van 69” – zdobył 21 pierwszych konkursów; był asem lotowym Belgii oraz reprezentantem tego kraju na Olimpiadzie w Budapeszcie w roku 1975,– „Kadett van 72” – już jako roczniak sześciokrotnie zdobył pierwszy konkurs,
– wnuk „Kadetta” – samczyk „781” – u Heinz Willi Ritza jako dwulatek pięciokrotnie zdobył pierwszy konkurs,– „Witneus van 73” – wybitny lotnik,
– „Prins van 76” – wybitny lotnik,
– „Piet van 76” – swoje walory rozpłodowe wykazał w gołębniku Raymunda Hermesa
w Hamm/Sieg.
– „Zus Prinseske” pochodzi z hodowli Jos Van den Boscha. Jej córka jest matką samczyka „Halve Fabry”, który z kolei jest ojcem „Witoger van 65” i pradziadkiem „Oude Merckx van 67” z gołębnika Braci Janssen. Samiczka ta miała upierzenie ciemnoczerwone z białymi plamami. Gołębie o tym upierzeniu w gołębniku Van den Boscha były zawsze wybitne w rozpłodzie. Prawdopodobnie z niej wywodzą się tak modne i poszukiwane u nas kilka lat temu gołębie o tej charakterystycznej barwie. Do dziś panuje u nas błędne przekonanie, że gołębie Karela Meulemansa miały wyłącznie takie upierzenie, podczas gdy w istocie były one rzadkością.
– samiczka „Blauwe Janssen” jest efektem krzyżówki syna „Oude Schalie” Braci Janssen i samiczki od Dexa z Dassel, którą Adrian Wouters wygrał na los w Arendonk.
Gerhard Schlepphorst – jako przyjaciel Karela – mając prawo pierwokupu jego gołębi,
w ciągu krótkiego czasu nabył wiele z jego najsłynniejszych ptaków. Niezależnie od tego, fotografując gołębie zarówno w Niemczech, jak i zagranicą miał też okazję nabywać wybitne gołębie Karela Meulemansa z innych gołębników. Doszedł wtedy do przekonania, że dla celów hodowlanych nie można było podówczas nabyć nic lepszego. Mając w swoich gołębnikach ponad 100 synów, córek i wnuków tej pary, stworzył sobie unikalną, na miarę światową, bazę do dalszych, różnorakich krzyżówek z innymi słynnymi liniami. Wprowadzał gołębie Meulemansa w różne inne wartościowe linie. Chował też potomstwo wyłącznie po Meulemansach. Jego celem było utrzymanie w tych gołębiach tej ogromnej, wyjątkowej wprost siły dziedziczenia, czyli przekazywania pożądanych cech na potomstwo. Przychówek po nich stał się później podwaliną wielu hodowli, nie tylko w Niemczech, ale także poza ich granicami; jest też źródłem ich sukcesów lotowych. Gerhard Schlepphorst twierdzi, iż jest nadal w posiadaniu tak szerokiej bazy hodowlanej gołębi linii Karela Meulemansa, gołębi odchowanych u siebie, jakiej nie ma w żadnym innym gołębniku.
W latach 90. policzono, ile jest jeszcze bezpośrednich synów i córek tej pary. W gołębniku Karela było ich 8, Gerhard Schlepphorst miał ich 18, do hodowców w Belgii, w Holandii i w Niemczech pojechało ich łącznie 12. Razem było ich wtedy 38. Tak więc w istocie niewielu hodowców na świecie było w posiadaniu bezpośredniego potomstwa po tych gołębiach. Mimo to posiadaniem bezpośredniego potomstwa synów i córek tej rozpłodowej pary chełpiło się znacznie więcej hodowców. Wśród nich byli też tacy, którzy twierdzili, że gołębie te nabyli bezpośrednio u Adriana Woutersa jeszcze za jego życia; podczas gdy w istocie para ta nigdy nie była w gołębniku Adriana Woutersa, a każdy jej potomek był odnotowywany w księdze hodowlanej Karela. Adrian Wouters nie posiadał wtedy ani gołębi Van den Boscha, ani rodzeństwa owej samiczki „Blauwe Janssen”, którą oddał Karelowi Meulemansowi do gołębnika rozpłodowego. Przenosił jedynie do swojego gołębnika lotowego potomstwo tej pary i łączył je ze swoimi gołębiami. Miał on wówczas gołębie van Loona wywodzące się od braci Cattrysse, a także gołębie od Derdaele i Saelena. Były to silne gołębie, w większości o ciemnobrązowych oczach.

Wszyscy, którzy wówczas nabywali młódki u Adriana Woutersa otrzymywali potomstwo po drugiej generacji „Meulemansów”, a więc po „Merckxie”, po „Donkere Bosch” lub po „Kadecie„. Wywodziło się ono z krzyżówek po gołębiach wyhodowanych również w połączeniach wolnych, tzn. krzyżówkowych. Tym kolejnym krzyżówkom wielu zawdzięczało swoje nieprzeciętne wyniki lotowe. Wśród nich byli między innymi: jego zięć Frans Marien, Frans Moris, Jos Deno i Maurice Bonte z Schilde. Po śmierci Adriana Woutersa całe potomstwo tej słynnej pary „Oude Stamkoppel” wróciło do gołębnika Karela Meulemansa. Powstał wtedy nowy tandem hodowlano-lotowy Marien & Meulemans. Wtedy to odkryto nowe pary rozpłodowe, pary drugiej generacji, których potomstwo ostatecznie ugruntowało ówczesną sławę tej rodziny. Znamienne jest to, iż były to nadal połączenia krzyżówkowe gołębi wywodzących się także z krzyżówek, a mimo to, a może właśnie dlatego – jak twierdzi Schlepphorst – ich potomstwo, dzieci i wnuki stały się podwaliną sukcesów lotowych o światowej sławie.
A oto pary hodowlane drugiej generacji Karela Meulemansa, którym przypisuje się największy udział w sukcesach, a których potomstwo w największym stopniu przyczyniło się do dalszego rozsławienia tego nazwiska.
Synowie i córki pary | Partnerzy | |
„Kadet” | x | „704” |
„Prins” | x | „344” |
„Late Blauwe” | x | „Oude Derdaele” |
„Blaue Witpen 73” | x | „Stijnen-Duif” |
„Merckx” | x | „Alte Wouters” |
„Schon Donker” | x | „Witpen Hofkens” |
„Donkere Witpen 71” | x | „Driebander 777” |
Synowie i córki pary rozpłodowej „Oude Stamkoppel” Karela Meulemansa
Te niezwykłe, ponadprzeciętne sukcesy lotowe hodowców, którzy nabyli gołębie Meulemasa trafiły w końcu na łamy prasowe. Liczne doniesienia z różnych gołębników o nadzwyczajnych walorach rozpłodowych gołębi Karela Meulemansa wywołały prawdziwy boom na gołębie z tej hodowli, ale naprawdę wielki rozgłos nazwisko to zyskało dopiero wraz ze zorganizowaniem międzynarodowej aukcji w Langenberg po śmierci Fransa Mariena. Część gołębi pozostała jednak nadal w posiadaniu Karela. Rekordowe sumy pieniędzy, które przynosiły kolejne aukcje organizowane w Belgii świadczyły o tym, iż na gołębie te jest ciągle duży popyt. Wielu chciało je posiadać, lecz prawie wszyscy chcieli je łączyć w pokrewieństwie – pisze Schlepphorst. Początkowo była koniunktura na najzwyczajniejsze, proste chowanie przychówku po gołębiach z tej wybitnej linii. Z reguły poszukiwano potomstwa po najlepszych gołębiach z najsłynniejszych gołębników i kojarzono je z sobą. Gdy przypadkowo odkryto znów jakąś wyjątkową parę rozpłodową, jej wybitne potomstwo z reguły łączono dalej z gołębiami z tego gołębnika. Nikt natomiast nie pytał o drogę hodowlaną i o metodę wielkich poprzedników, którzy swoimi osiągnięciami uczynili popularnymi swoje nazwiska i swoje gołębie. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że te wyjątkowe gołębie o nadzwyczajnej zdolności przekazywania cech na potomstwo wywodzą się z wielokrotnych krzyżówek i tylko w takich połączeniach powielają swoje najlepsze cechy. Nie miało to oczywiście nic wspólnego z pracą hodowlaną. Sprzyjał temu fakt, iż w wielu sprawozdaniach do dziś przyjął się zły zwyczaj polegający na tym, że przy opisywaniu wybitnych gołębi wymienia się tylko słynne nazwiska, co stwarza wrażenie, że jest to gołąb „czystej rasy”. „Nie, nie, dziękuję, gołębi wywodzących się z krzyżówek nie chcę, nie potrzebuję; słyszało się najczęściej” – pisze Schlepphorst. Ale o dziwo, te same osoby chełpią się posiadaniem „czystych Meulemansów”, nie zdając sobie sprawy z tego, że gołębi czystej rasy „Meulemans” nie ma i nigdy nie było. Bo przecież – przypomina Schlepphorst – para, która dała początek tej wyjątkowej linii została zestawiona z dwóch obcych gołębi. Co więcej, nazwisko to stało się sławne również dzięki potomstwu z krzyżówkowych połączeń synów, córek i wnuków z innymi szczepami w różnych gołębnikach na całym świecie.
Trwa to z reguły kilka lat, zanim wieść o wyjątkowych sukcesach jakiegoś hodowcy nie rozniesie się szerzej. Do tego czasu taki hodowca nie ma jeszcze żadnego nazwiska, a bez nazwiska jest się nikim. Wpierw zwykle zainteresuje się nim prasa. Potem docierają do niego „łowcy asów”, którzy poszukują tego, co najlepsze i – jak rodzynki z ciasta – wybierają najwybitniejsze ptaki. I wreszcie przychodzi popularność, a wraz z nią natychmiast, praktycznie z dnia na dzień, wszystkie gołębie tego gołębnika wyhodowane w krzyżówkach stają się czysto rasowe. W ten właśnie sposób powstaje czysta rasa opatrywana nazwiskiem tego hodowcy. Staje się ona modna i jest natychmiast obiektem zabiegów i poszukiwań. Dla rosnącej z dnia na dzień rzeszy klientów nie ma przy tym znaczenia, czy oferowane gołębie pochodzą z tej wybitnej, nowoodkrytej linii, czy też po innych parach nie mających z nią nic wspólnego. Wraz z publiczną proklamacją tej nowej linii i opatrzeniem jej nowym nazwiskiem, każdy gołąb z tego gołębnika staje się wartościowy i godny zabiegów. Niestety jest to zwodnicze. Zamiast kontynuować drogę hodowlaną tego hodowcy, wykorzystując jego doświadczenia, zamiast zbadać, w jakich kombinacjach krzyżówkowych powstała ta linia, większość wydaje znaczne sumy po to, by skłonić hodowcę do połączeń krewniaczych typu: brat x siostra lub ojciec x matka i następnie nabywa to potomstwo. Potem dalej łączy się je z sobą w pary, aby hodować gołębie „czystej rasy”. W ten sposób zostaje zapoczątkowany ów diabelski krąg prowadzący donikąd. Wskutek zacieśniania stopnia pokrewieństwa hodowanych gołębi, z roku na rok, z pokolenia na pokolenie postępuje degradacja wartości hodowanych gołębi, a tym samym unicestwianie tej wartościowej linii hodowlanej. Było to niestety udziałem wielu hodowców, między innymi z Niemiec, Anglii i Stanów Zjednoczonych, którzy na przestrzeni 4, 5 lat zmarnowali wiele wybitnych linii hodowlanych, popadając w niesławę. Z gołębiami Karela Meulemansa było podobnie. Gerhard Schlepphorst przypomina raz jeszcze lata 70. Kolejne krzyżówki gołębi Karela Meulemansa hodowane przez H.W. Ritza zdobywały setki pierwszych konkursów w wielu gołębnikach. Nastał okres prawdziwej fascynacji linią Meulemansa, który niestety minął już po kilku latach w związku z nieudolnymi próbami łączenia tych gołębi w pokrewieństwie w dążeniu do utrzymania tzw. czystości rasowej. Nikt bowiem nie zadał sobie trudu, by zbadać jak w istocie powstała ta linia i jak się rozwijała, co jest tajemnicą jej siły?
Kto chce odnosić sukcesy ten nie ma innej alternatywy. Trzeba ciągle poszukiwać, nabywać i krzyżować najwybitniejsze lotniki, wybierając nawet ze stu tego jednego. Zdarzają się wprawdzie wyjątki, ale zasada jest inna; tylko na drodze połączeń wolnych, krzyżówkowych można hodować najwybitniejsze lotniki. Tajemnicą sukcesu linii Meulemans jest niesamowita wręcz zdolność przekazywania najlepszych cech na potomstwo obserwowana na przestrzeni prawie 90 lat w blisko 20 kolejnych pokoleniach. Znamienne jest przy tym to, że te gołębie nie nadają się do hodowli wsobnej. Niezwykła seria sukcesów gołębi Karela Meulemansa w tamtych latach była unikalna w historii gołębiarstwa pocztowego, tak ze względu na liczbę kolejnych wybitnych generacji, jak i z uwagi na wielość innych słynnych szczepów z niej wyprowadzonych, by wymienić kilka z nich: Huyskens van Riel, Havenith, Hofkens, Fabry, Goris. Zdaniem Gerharda Schlepphorsta, wszystkie słynne belgijskie linie powstawały podobnie, mniej więcej tak jak linia Karela Meulemansa.
Polemika z poglądami Gerharda Schlepphorsta
Nie umniejszając nic wartości wniosków i rad Gerharda Schlepphorsta wydaje się, iż mimo wszystko jego recepta na hodowanie wybitnych gołębi nie jest jedyna. To prawda, co zresztą potwierdza praktyka, iż zdarzają się gołębie o niezwykłej wprost zdolności rozpłodowej, które wiernie przekazują swe najwartościowsze cechy na potomstwo. Wydają one wybitne lotniki w połączeniu prawie z każdym partnerem, nawet przeciętnym. Są one jednak wyjątkową rzadkością i należy je traktować jak „perełki hodowlane”. Warto starać się ich potomstwem zapełnić cały gołębnik. Ale …, jak to na ogół w życiu bywa, do celu nigdy nie prowadzi jedna, jedyna droga. Także i w tym przypadku nie jest to zapewne jedyna recepta hodowlana. Przykłady wielu innych światowych hodowli, w tym również wybitnych polskich hodowli, wskazują niezbicie, iż ten sam cel osiągnąć można na drodze hodowli krewniaczej. Jak wskazuje nauka, a potwierdza to praktyka, racjonalna hodowla polega na umiejętnym stosowaniu obu form; zarówno połączeń wolnych, jak i krewniaczych. Jedną z nich jest hodowla na linię z okresowym wprowadzaniem osobników obcych, niespokrewnionych. Poza tym wnioski Gerharda Schlepphorsta wydają się zbyt powierzchowne i pochopne. Zauważmy bowiem, iż w przedstawionych rodowodach słynnej pary zarodowej „Oude Stamkoppel” pochodzenie wielu przodków jest nieokreślone. Prawie w każdym pokoleniu jeden z przodków jest nieznany; „ojciec nieznany” lub „matka nieznana”. Skąd wiadomo, jakie były to gołębie, jak były wyhodowane? Czy pochodziły z połączeń wolnych, czy z krewniaczych? A może wywodziły się z równie słynnych rodziców? Czy owa „siła dziedziczenia”, o której pisze Schlepphorst, pochodzi faktycznie z przodka „Wittekop” urodzonego aż w roku 1907, czy też jest to raczej wynik szczególnej kombinacji połączeń, w czym również mogą mieć poważny udział przodkowie nieznani? Moim zdaniem, jest to bardziej prawdopodobne.
Piśmiennictwo
Schlepphorst Gerhard: „Die erfolgreichsten Zuchtlinien der Gegenwart: Janssen, Meulemans, Jan Aarden, Stichelbaut, Dordin und ihre wirkliche Entstehung. Mit wertvollen Tips über Schlagbau und erfolgreichen Zuchtmethoden”, Katalog, bez daty wydania.
Bresser Herbert: „Das grosse Brieftaubenlexikon”, 1995, Verlag E. Bresser, Delbrück.
Artykuł był opublikowany w nr 4/2004 Mistrzowskich Hodowli…