Jak traktowali młode gołębie – słynni przed laty – Paul Sion i dr Bricoux?
Paul Sion, francuski mistrz w hodowli i lotach był zwolennikiem trenowania gołębi już w roku urodzenia. Jego gołębie – już jako młódki – kilkakrotnie pokonywały odległości 400, 500 i 600 km. W istocie trudno byłoby nazywać te loty treningowymi. W zasadzie było to ostre lotowanie młódkami. Sion uważał, że jest to najlepsza metoda selekcji. Czynił tak od wielu lat, w efekcie czego dochował się szczepu silnych, wcześnie dojrzewających gołębi. „To, co mizerne i nic nie warte – przepada. Młódki rozumne, zdrowe i silne wracają z tych lotów bez większego wysiłku i w dobrej kondycji” – mawiał. Jednakże tak przeselekcjonowane młódki w następnym roku – jako roczniaki – nie były w ogóle lotowane. Paul Sion przeznaczał je do rozrodu. Odpoczywając, beztrosko chowały potomstwo. Dopiero jako dwulatki były wcielane do zespołu lotowego, gdzie – już bez taryfy ulgowej – „pełniły swoją służbę” do schyłku kariery.
Paul Sion uważał, że
– gołębie ćwiczone w lotach już od wczesnej młodości lepiej się rozwijają, zarówno psychicznie, jak i fizycznie; dotyczy to zwłaszcza ich muskulatury, która pobudzana wysiłkiem lotowym intensywniej się rozrasta niż u młódków nie ćwiczonych,
– młódki chowane po gołębiach od lat w taki sposób selekcjonowanych są w stanie odbywać loty z odległości 600 km bez większego wysiłku i szkody dla zdrowia,
– młódek, który tej próby nie wytrzyma, czy to ze względu na brak sił, kondycji, czy zdolności orientacji jest bezwartościowy zarówno w hodowli, jak i w lotach i nie zasługuje na miejsce w gołębniku; dobrze więc, że się zgubi, bo nie zdoła przekazać życia kolejnemu pokoleniu, które ma być coraz lepsze,
– intensywnie przelotowane młódki w następnym sezonie – jako roczniaki – powinny odpoczywać, ponieważ w wieku od roku do dwóch lat ich muskulatura tężeje, a kościec utwardza się; ten okres relaksu rzutuje więc korzystnie na ich przyszłą karierę lotową,
– roczniaki mają najlepsze predyspozycje do rozrodu; gołębie w tym wieku mają bowiem największą wartość genetyczną i największe zdolności przekazywania cech; nie są lotowane, nie są zestresowane i dlatego wydają najwartościowsze potomstwo,
– każda para roczniaków powinna w sezonie odchować 2-3 lęgi potomstwa, ale tylko po jednym młódku w gnieździe; możliwość bezstresowego chowania potomstwa jest dla ich prawidłowego rozwoju niezbędna i bardzo korzystna, działa relaksująco i oczyszczająco, zwłaszcza w perspektywie ich przyszłego lotowania we wdowieństwie,
– nie należy chować potomstwa po gołębiach dorosłych lotowanych metodą wdowieństwa, ponieważ napięcie psychiczne związane z tą metodą nie sprzyja hodowli, w tym także przekazywaniu cech na potomstwo.
W taki to sposób – z roku na rok – budował i doskonalił swój szczep Paul Sion; taka była jego droga do nadzwyczajnych sukcesów lotowych. Nic więc dziwnego, że wielu hodowców chciało podówczas u niego nabywać gołębie, a jego nazwisko w światku gołębiarstwa pocztowego błyszczy po dziś dzień.
Całkiem odmiennie traktował swoje młódki nie mniej słynny dr Bricoux. Żaden jego gołąb w roku urodzenia nie był trenowany, żaden nie uczestniczył w ani jednym locie. Pierwszy rok życia wszystkie młódki spędzały latając beztrosko przy gołębniku i wygrzewając się w słońcu na przestronnym tarasie. Po raz pierwszy były selekcjonowane dopiero pod koniec roku po zakończeniu pierzenia; najprawdopodobniej jedynie w oparciu o cechy zewnętrzne i zachowanie. Dopiero jako roczniaki zapoznawały się z koszem, ale wysyłano je zaledwie na kilka lotów do odległości około 300 km i to tylko przy dobrej pogodzie. Po tych treningach do końca sezonu znów odpoczywały. Wyniki z tych kilku lotów stanowiły podstawę kolejnej selekcji. Te, które ją przeszły – przezimowały i wiosną następnego roku zostały włączone do zespołu lotowego. W tym momencie kończyło się to ich „sielskie życie”. W wieku dwóch lat rozpoczynały czas intensywnego lotowania. Musiały sprostać trudom wszystkich lotów, łącznie z najdłuższymi.
Dwaj mistrzowie, dwie metody. Paul Sion ostro lotował młódkami, natomiast jego roczniaki odpoczywały, chowając jedynie potomstwo. Dr Bricoux – hodowca równie wybitny – odnosił sukcesy lotowe postępując zgoła odmiennie. Młódkami w ogóle nie lotował, a roczniaki oszczędzał, lotował dopiero dwulatkami. Która metoda jest lepsza? – można by zapytać. Która jest bardziej efektywna? W którym z tych dwóch gołębników były lepsze gołębie? Wielu współczesnych mistrzów podkreśla, iż dróg do sukcesu jest wiele. Przykład ten zdaje się potwierdzać tę opinię. Nam pozostaje jedno. Trzeba dopracować się własnej metody i konsekwentnie przez lata ją realizować.
PS. Tekst ten jest fragmentem mojej książki pt.: „Loty dalekodystansowe”